Spotkanie z dziką naturą w sercu Budapesztu – dzieci, maski i magia Városliget
Spacerując letnim popołudniem po urokliwym parku Városliget w samym centrum Budapesztu, natrafiłem na nietypowy widok. Wśród setek spacerowiczów, turystów, rodzin i zakochanych par, jedna grupka młodzieży wyróżniała się całkowicie. Cztery osoby, ubrane w maski kotów, lisów i dzikich stworzeń, poruszały się wśród drzew jakby były częścią innego świata.
Nie była to zorganizowana akcja, nie było festiwalu, parady ani pokazu – tylko oni. Wyglądało to jak prywatna zabawa, być może rytuał – naturalna, spontaniczna ekspresja czegoś, co większość z nas dawno zagubiła.
Zaciekawiony, zagadałem ich. Okazało się, że uwielbiają zwierzęce motywy, a ich stroje i zachowanie to nie tylko kostium – to forma myślenia. Utożsamiają się ze zwierzętami, które według nich są bliższe naturze niż człowiek z miasta. Mówią, że w zwierzętach jest więcej instynktu, prawdy i wolności. Ich maski to nie tylko zabawa, to manifest.
Byli jedynymi w całym parku, którzy przyszli tak ubrani. Wyglądali jak wyjęci z jakiegoś anime lub leśnej baśni. Na tle zieleni drzew i naturalnego światła ich obecność wydawała się wręcz magiczna – jakby park na chwilę stał się bramą do innego wymiaru, gdzie duchy lasu przybierają młode twarze.
To spotkanie przypomniało mi, jak bardzo brakuje nam kontaktu z dziką częścią naszej duszy. Czasem wystarczy jedna maska, kilku przyjaciół i odwaga, by znów poczuć się częścią przyrody.
Zdjęcie nie jest prawdziwe, chociaż nie trzeba pokazywać tego co pokazuje rzeczywistość. Wystarczy, że tworzymy, wyobrażamy sobie swoją wewnętrzną naturę
Komentarze